wtorek, 25 lipca 2017

Alpejska Wyprawa na Masyw Monte Rosa 2017 - Dzień 1. Kraków - Praga - Mediolan - Pont-Saint-Martin - Staffal


Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś.

Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
Mark Twain

Alpy to góry, które zarażają swoim pięknem. Jeśli chociaż raz wybierzesz się w alpejską wędrówkę po szczytach i poczujesz bezkres i wolność, już zawsze będziesz chciał tam wracać.

Nasz cel: Monte Rosa 




Stanowi najpotężniejszy masyw górski całych Alp. Leży w rejonie Alp Penińskich na granicy pomiędzy Włochami (Piemont, Dolina Aosty) i Szwajcarią (Valais).
Składa się z ponad dziesięciu czterotysięczników, z których najwyższy Dufourspitze 4634 m n.p.m. ustępuje wielkością tylko najwyższej alpejskiej górze - Mont Blanc 4810m n.p.m.

Początek wyprawy:
Początek naszej drogi miał miejsce w Krakowie, skąd odjeżdżają autobusy we wszystkich kierunkach świata.
Obecnie, duża ilość połączeń międzynarodowych sprawiła, że podróżowanie po Europie stało się naprawdę bardzo proste. Dostanie się do głównych miast europejskich nie stanowi już żadnego problemu. Często bywa również tak, że do wybranego przez nas miasta może istnieć nawet do kilku połączeń dziennie a cena biletu odpowiednio wcześnie zarezerwowanego, jest zbliżona do ceny biletu do kina. Dzięki temu oszczędzamy pieniądze, które możemy wydać na przyjemności na miejscu :)

Celem naszej podróży było włoskie, alpejskie miasteczko Staffal, gdzie swój początek mają szlaki prowadzące w górę masywu Monte Rosa. Oceniliśmy, że najkorzystniej będzie tam się dostać z Mediolanu. Z Polski do Mediolanu czekała nas ponad 24-godzinna podróż autobusem Flixbus. Na szczęście miłym urozmaiceniem drogi okazał się być przewidziany w tym czasie ponad czterogodzinny przystanek w Pradze, dzięki czemu mogliśmy nacieszyć się Starym Miastem czeskiej stolicy.





Z Pragi w dalszą, 14-godzinną podróż, kolejnym Flixbusem ruszyliśmy do samego Mediolanu, a dokładnie do dworca autobusowego Lampugnano. Nie prezentował się on zbyt zachęcająco, dlatego też jak najszybciej chcieliśmy stamtąd uciec i kontynuować podróż.

Krótki opis Lampugnano: bród, smród i handlarze którzy próbują wcisnąć turystom wszystko od wody mineralnej po skórzaną torebkę od Gucciego lub innego Armaniego.

Mediolan od następnego, górskiego już miesteczka Pont Saint Martin dzieli około 140 km. Znalezienie połączenia nie stanowi zupełnie żadnego problemu. Dojeżdżają tam zarówno busy jak i pociągi. Koszt to około 10 €.



Pont Saint Martin okazało się być małym, klimatycznym miasteczkiem. Z placu centralnego co jakiś czas odjeżdżały busy do  ostatniego punktu Naszej wycieczki tego dnia - Staffal. Koszt to około 3€.


 

 

Staffal jest niewielkim miasteczkiem, położonym na wysokości ok. 1800m n.p.m. To tu początek mają szlaki prowadzące na masyw Monte Rosa. Roztacza się z niego przepiękny widok na królujący w górze lodowiec. Jest przepełnione kamienno-drewnianymi domkami i pensjonatami. Można tam zjeść dobrą, włoska pastę w niepozornym barze Klein Finnland.
Tym razem również przekonaliśmy się o gościnności Włochów, którzy pozwolili nam za darmo rozbić namiot na swoim podwórku.
Warto również podkreślić, że w Staffal znajduje się parking dla camperów, na którym można skorzystać za drobną opłatą z toalet i pryszniców.

Po obejrzeniu miasteczka przyszedł czas na odpoczynek. Następnego dnia czekało nas pokonanie prawie 1700m przewyższenia. Mieliśmy plan dostać się do włoskiego schroniska Rifugio Mantova.

piątek, 7 lipca 2017

ROHACZE

"W górach musisz wykonać pewien wysiłek bez zapłaty. Jest to mistyka, szukanie czegoś wyjątkowego. Do tego trzeba mieć wyobraźnię i filozofię życiową. Nie każdego na to stać, nie każdemu się chce. Bo w górach nie ma granic, tam się szuka wolności. A samo przebywanie w górach łagodzi, eliminuje agresję. Są elementy rywalizacji ale rywalizacji z wyznaczonym celem, a nie z przeciwnikiem."
  Krzysztof Wielicki

Korzystając z pięknej pogody wybraliśmy się w rejon Tatr, który zawsze nas interesował.
W planie mieliśmy przejście piękną i eksponowaną granią Rohaczy. Na zdjęciach wyglądała zachwycająco i wydawała się być naprawdę ciekawym osiągnięciem.
... nie zawiedliśmy się. ;)


Rohacze to dwa wybitne, skaliste szczyty leżące w całości po słowackiej części Tatr Zachodnich.
Swoim wyglądem przypominają raczej szczyty Tatr Wysokich, przez co bardzo wyróżniają się w zielonym łagodnym krajobrazie.
W ich skład wchodzą Rohacz Ostry 2088 m n.p.m i Rohacz Płaczliwy 2125 m n.p.m.  Oddzielone są od siebie Rohacką Przełęczą 1955 m n.p.m.
Do Rohacza Ostrego można dojść z Jamnickiej Przełęczy (Oddzielającej od siebie Rohacz Ostry i Wołowca), natomiast Rohacz Płaczliwy leży nieopodal Smutnej Przełęczy.
Rohacze często nazywane są  „Orlą Percią Tatr Zachodnich”. Związane jest to z podobieństwem obydwu szlaków. Zarówno jednen jak i drugi przebiega eksponowaną, graniową drogą, która uchodzi za główną grań Tatr - w przypadku Rohaczy, główną grań Tatr Zachodnich.
Czas przejścia grani od Jamnickiej Przełęczy do Smutnej Przełęczy to około 2 godziny. Podobnie jest z ewentualną drogą powrotną.

„Pasmo to niewielkie, lecz pięknością nie ustępuje bynajmniej szczytom Tatr Wysokich” 
Janusz Chmielowski


Problem czasowy stanowi jednak stosunkowo długie dojście do Rohaczy - szczególnie od strony polskiej. Aby się tam dostać należy pokonać cała Dolinę Chochołowską oraz najkrótszym wariantem, czyli zielonym szlakiem od schroniska, dojść do Przeleczy pod Wolowcem i Wołowca, z którego dopiero przez Jamnicką przełęcz można dostać się na Rohacz Ostry. Czas przejścia od początku Doliny Chochołowskiej do Jamnickiej Przełęczy to około 7 godzin. 

Drugim poważnym wyzwaniem jest droga powrotna. Jeśli zależy nam na tym, aby była inna, należy od Rohacza Płaczliwego skierować się w stronę Smutnej , skąd następnie prowadzi niebieski szlak do schroniska Tatliakova Chata. Od schroniska zielonym szlakiem, ponownie nabierając wysokości kierujemy się w stronę przełęczy Zabrat. Z Zabratu idziemy żółtym szlakiem w stronę Rakonia, z którego widać już nasz punk zejściowy - Przełęcz pod Wołowcem. Trwa to około 4 godzin.
My zdecydowaliśmy się na właśnie taki wariant drogi, połączony z powrotem nieco inną trasą.

Na realizację naszego planu mieliśmy tylko jeden dzień. Wiązało się to z wczesną pobudką o 5 rano, szybkim dopakowywaniem plecaków i biegiem na pierwszy autobus jadący z Krakowa do Zakopanego.
Następnie w Zakopanym udaliśmy się na bus do Doliny Chochołowskiej.
Odjeżdżają one sprzed dworca kolejowego w Zakopanem.
Mieliśmy szczęście bo akurat nie czekając długo po naszym wejściu do busa ruszył on w drogę.

Siwa Polana - Schronisko na Polanie Chochołowskiej


Busy dojeżdżają do Siwej Polany, czyli miejsca, w którym początek ma szlak prowadzący przez Dolinę Chochołowską - najdłuższą i największą dolinę w polskich Tatrach.
Wędrówka z Siwej Polany przy średnim tempie do samego schroniska na Polanie Chochołowskiej trwa około 2 godzin. Punkty oddalone są od siebie o około 7km.

Schronisko na Polanie Chochołowskiej - Przełęcz pod Wołowcem - Wołowiec


Wyruszając spod schroniska skierowaliśmy się zielonym szlakiem w kierunku Wyżniej Doliny Chochołowskiej, skąd już prostą i widoczną drogą doszliśmy do Przełęcz pod Wołowcem.
Po drodze mieliśmy szczęście spotkać gromadkę przemiłych świstaków.


Na przełęczy pod Wołowcem szlak zmienia kolor na niebieski, który prowadzi do samego Wołowca - pierwszego szczytu na naszej drodze.
Jest on miejscem, gdzie znajduje się Polsko-Slowacka granica.
Dojście od schroniska do Wołowca zajmuje około 2h40min.

Wołowiec - Jamnicke Sedlo - Rohacz Ostry - Rohacz Płaczliwy - Smutna Przełęcz

Z Wołowca rozpościerał się piękny widok na grań Rohaczy. Prezentowała się naprawdę imponująco i wyraźnie odstawała od typowego krajobrazu Tatr Zachodnich.


Po przekroczeniu granicy, idąc czerwonym szlakiem, skierowaliśmy się  w dół na przełęcz - Jamnicke Sedlo.


 Na tej, położonej na wysokości 1908m n.p.m. przełęczy, rozpoczeła się najciekawsza część naszej dzisiejszej wędrówki, czyli wejście na skalisty teren Rohaczy.


Pierwszy z nich - Rohacz Ostry prezentował się o wiele bardziej groźnie.
Szlak od przełęczy do jego szczytu przebiegał mocno eksponowanym skalistym grzbietem.


Na szczególną uwagę zasługuje fragment grzbietu, nazywany Rohackim Koniem. Po obydwu jego stronach znajdowały się strome urwiska. Koń jest jednak ubezpieczony długim 10m łańcuchem, którego można użyć w celach asekuracyjnych.
"Koń skalny – najtrudniejsze miejsce w grani Rohacza Ostrego"
Mariusz Zaruski

Z Rohacza Ostrego ruszyliśmy Rohacką Przełęczą w stronę wyższego, Rohacza Placzliwego. Wydawał się mieć łagodniejsze kształty niż jego pobratymiec. Droga mierzyla około 1 km i pomimo że wyglądała groźnie, przebiegała bardzo sprawnie i miło. 




Po nacieszeniu oczu widokami na Rohaczu Płaczliwym, który jest świetnym punktem widokowym, ruszyliśmy dalej, w stronę Smutnej Przełęczy.




Smutna Przełęcz była punktem końcowym naszej przygody z granią.

Podsumowując przejscie graniowe:

Szlak był bardzo dobrze ubezpieczony i każdemu, kto czuje się dobrze w eksponowanym, skalistym terenie na pewno przyniesie wiele radości :)



Smutna Przełęcz - Smutna Dolina - Tatliakova Chata



 Ze Smutnej Przełęczy, niebieskim szlakiem w dół, skierowaliśmy się do Smutnej Doliny i dalej do Tatliakovej Chaty. Pomimo przedrostka "Smutna" dolina wyglądała bardzo ładnie i była przepełniona ślicznymi białymi kwiatkami.
Droga z Przełęczy do schroniska zajmuje około 1h20min.

Tatliakova Chata - Zabrat - Rakoń - Przełęcz pod Wołowcem


Następnie od Schroniska zielonym szlakiem w górę dotarliśmy do grzbietu Zabratu o wysokości 1656m n.p.m. Czas około 30 min.

Z Zabratu żółtym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Rakonia 1879m n.p.m - ostatniego szczytu naszej wycieczki, skąd niebieskim szlakiem zaczęliśmy schodzić do widocznej już Przełęczy pod Wolowcem 1863m n.p.m. Czas trwania około 1h. 
Mieliśmy szczęście bo w drodze powrotnej towarzyszył nam piękny zachód słońca.


Przełęcz pod Wołowcem - Schronisko na Polanie Chochołowskiej - Siwa Polana

Od Przełęczy pod Wolowcem tą samą drogą, którą szliśmy na początku, skierowaliśmy się w stronę Schroniska na Polanie Chochołowskiej i następnie do Siwej Polany. 
Ten fragment drogi rozświetlały nam czołówki i migające w górze gwiazdy.