sobota, 11 listopada 2017

Paklenica - Wspinaczkowa stolica Chorwacji - cz. 1



Podróże mają magiczną moc uzdrawiania duszy i zdecydowanie pomagają zdystansować się do problemów dnia codziennego. Nie rozwiązują ich bezpośrednio, jednak pomagają przewartościować i spojrzeć na nie jakby z drugiego brzegu rzeki.
 Martyna Wojciechowska

Żeby choć trochę ocieplić atmosferę tegorocznej jesieni, chcielibyśmy napisać Wam co nieco na temat naszego sierpniowego wyjazdu do pięknego rejonu Chorwacji - Paklenicy.

Paklenica jest Parkiem Narodowym zlokalizowanym w północnej Dalmacji, w górach Welebit.
Najbardziej interesującą częścią parku jest Velika Paklenica - potężny kanion wapienny, położony nieopodal wybrzeża morza Adriatyckiego.



Szlak dnem kanionu ciągnie się przez ponad 10km a najwyższe ściany skalne wnoszą się na wysokość 400m od jego podstawy.


Jest to świetne miejsce do aktywnego wypoczynku, zarówno dla wspinaczy, jak i również dla pieszych turystów, którzy znajdą tutaj wiele pięknych, dobrze oznakowanych, widokowych szlaków.


 Naszym głównym celem, dla którego odwiedziliśmy w tym roku Paklenicę było podniesienie wspinaczkowych umiejętności oraz chęć sprawdzenia się na długich drogach wielowyciągowych.


Kłamstwem byłoby jednak gdybyśmy napisali, że nie pojechaliśmy tam również dla pięknego czystego morza i ciepłego chorwackiego klimatu.


Za główny punkt wypadowy wybraliśmy nadmorskie, niezwykle urokliwe miasteczko Starigrad-Paklenica.
Było ono przepełnione licznymi restauracjami serwującymi lokalną kuchnię, sklepikami z przeróżnymi pamiątkami, biurami podróży, hotelami, pensjonatami a także polami namiotowymi, które tylko prześcigiwały się w cenie do jakości usług.
Warto też wspomnieć, że w miasteczku nie zabrakło również sklepu ze sprzętem wspinaczkowym :)


My zatrzymaliśmy się na campingu Marko przy ulicy Paklenickiej.

Na pierwszy rzut oka camping nie prezentował się najlepiej, ale jak się później okazało, klimat który tam panował oraz starania przemiłej Pani właścicielki rozwiały nasze wszelkie wcześniejsze obawy. Warto również podkreślić, że teren campingu znajduje się w cieniu drzew co w miesiącach letnich jest niezwykle ważne.

Najistotniejszym plusem lokalizacji naszej bazy było to, że piechotą do bramy Parku Narodowego Paklenica szliśmy 15 min wolnym krokiem  a od morza natomiast dzieliło nas zaledwie 300 metrów.


Już od pierwszych dni pobytu w Starigradzie próbowaliśmy w jak najlepszy sposób podzielić czas: na ten spędzony nad wspaniałym przejrzystym morzem oraz na ten spędzony na wspinaczce w kanonie.

Trzeba przyznać, że sierpień nie jest najlepszym miesiącem dla wspinaczy w Chorwacji.
Nieraz bywało tak, że temperatury w południe dochodziły nawet do 40 stopni Celsjusza.
My żeby sobie z tym poradzić, pierwszą najgorętszą część dnia spędzaliśmy nad morzem a drugą (mniej więcej po godzinie 15) poświęcaliśmy wspinaniu w kanionie.
Taki układ sprawdzał się świetnie :)

czwartek, 2 listopada 2017

Alpejska Wyprawa na Masyw Monte Rosa 2017 - Dzień 7,8. Alagna-Vercelli-Mediolan-Kraków


Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę".
Święty Augustyn

W moim życiu największymi dobroczyńcami okazały się podróże i sny"
Nikos Kazantzakis; pisarz, filozof

Dzień 7

Tego dnia nie obudził nas jak się tego spodziewaliśmy budzik ale szalejący nad naszymi głowami śmigłowiec, zaopatrujący wysokogórskie schroniska w niezbędne towary.

Do odjazdu zostało kilka chwil, więc mogliśmy jeszcze raz przejść się po uroczym miasteczku, jakim była Alagna. Dzięki temu trafiliśmy na przepyszne, naturalne lody z alpejskiej śmietanki.

Około godzin południowych spodziewaliśmy się autobusu, który miał nas zawieźć do Vercelli, skąd można było bez problemu dostać się do Mediolanu.
Droga z Alagny do Vercelli była przepiękna. Trwała około 2 godzin i  prowadziła przez urocze, pomniejsze miasteczka oraz  malownicze, górskie tereny.


Samo Vercelli okazało się być zadbanym, historycznym miastem z licznymi, zabytkowymi zabudowaniami oraz ładnym ryneczkiem.


W niesamowity sposób, zarówno na zewnątrz jak i w środku, prezentowała się postawiona w 1224 roku Bazylika Świętego Andrzeja.


Na zwiedzenie Vercelli poświeciliśmy około kilku godzin.

Dalej pozostało nam już tylko dostać się do Mediolanu.
Podróż pociągiem nie trwała długo, bo około godziny. Miasta dzieli dystans 90 km.


Tym razem Mediolan powitał nas na swoim potężnym dworcu głównym. Podobnie jak w każdym innym dużym mieście panował tam ogromny chaos. Stanowił zupełne przeciwieństwo do obfitujących w ład, spokój i porządek Alagny i Vercelli. Wszyscy się gdzieś spieszyli. A jak się okazało czas był bezwzględny także i dla nas, bo do autokaru, którym mogliśmy wrócić do Polski zostało zaledwie 2 godziny. Po krótkim zastanowieniu uznaliśmy, że to za mało i że zostaniemy jeszcze jeden dzień dłużej. Wielką szkodą byłoby być w jednym z najbardziej znanych miast europejskich i nawet nie poczuć jego uroku.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wieczornego spaceru po starym mieście. Olbrzymi rynek, w centrum którego postawiona została jedna z największych i najpiękniejszych katedr na świecie, w swoim przepychu sprawiał wrażenie wręcz nierealnego.


Dzięki temu, że zdecydowaliśmy się zostać, mogliśmy cały następny dzień przeznaczyć na poznanie Mediolanu.

Dzień 8

Dzień rozpoczęliśmy od znakomitego śniadania w  niezwykłym miejscu jakim była restauracja Pave. Warto wspomnieć, że bardzo godną polecenia jest włoska kawa marochino, z której słynie Mediolan, serwowana z dodatkiem kakao.


Następnie udaliśmy się do parku Giardini Pubblici Indro Montanellin, nazwanego tak na cześć dziennikarza Indro Montanelliego. Byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni klimatem jaki panował w tym miejscu. Stanowiło idealne rozwiązanie dla osób chcących odpocząć od miastowego zgiełku jak i również dla ich psich przyjaciół. Teren parku był objęty strefą da psów, co oznacza, że mogły one sobie tam biegać wolno. Najbardziej zdziwiły nas jednak żółwie, które zamieszkiwały jezioro znajdujące się w centralnej części parku.


Po chwili wytchnienia udaliśmy się w stronę rynku, gdzie znajdował się główny cel naszej wycieczki, czyli należąca do największych kościołów na świecie, Katedra Narodzin św. Marii w Mediolanie.



Zwiedzanie rozpoczęliśmy od muzeum, w którym można było zobaczyć fragmenty pochodzące z Katedry i dowiedzieć się nieco o jej historii.


Następnie udaliśmy się do wnętrza Katedry, które stanowiło prawdziwy fenomen architektoniczny. Wszystko tam było w niezwykły sposób dopracowane. Na szczególną uwagę zasługiwały przeogromne, zachwycające witraże.


Kolejny punktem zwiedzania był dach Katedry. Niezwykłością w niczym nie ustępował on  jej wnętrzu. Znajdowało się tam wiele spektakularnych fiali, rzeźb i strzegących wszystkiego gargulców.


Dzięki idealnej przejrzystości powietrza tego dnia, mieliśmy szczęście oglądać rozciągające się po horyzoncie Alpy.


Po zwiedzeniu katedry, finałowym punktem naszej podróży była pizza, zamówiona w świetnej pizzeri Caffe’ Panzera, nieopodal dworca.